TEKST NA LUTY

(…) poczuł głód, ale gorsze było pragnienie – nie pił nic, odkąd opuścił dom ludzi. Piekło go w gardle, język miał opuchnięty, zgrubiały. Przy każdej zmianie pozycji kręciło mu się w głowie. Setki razy docierała do jego nozdrzy cienka smużka zapachu wody, ale nigdy nie przyszło mu na myśl, by opuścić swój posterunek. Jego ludzie tutaj wrócą. Wbił pazury w drewno i z natężeniem nasłuchiwał odgłosów pojazdu na cichej drodze. Minęła godzina, potem kolejna. (…) przysypiał, budził się i wspominał, przysypiał, budził się i wspominał. Wreszcie wiatr przyniósł wiadomość, że coś się zbliża.